Dziennik Rzeczpospolita zajął się tematem drobnych stłuczek samochodowych i (nie)wzywania Policji na miejsce takich zdarzeń. Przepisy prawa mówią o tym, że jeśli stłuczka jest drobna, brak jest rannych, oboje uczestnicy zdarzenia są trzeźwi, a wina jednego z nich oczywista – nie trzeba wzywać Policji na miejsce zdarzenia. Oczywiście należy spisać dokładne oświadczenie, zebrać dane osobowe i dane pojazdów, dane dotyczące polis ubezpieczenia, opisać zakres uszkodzeń, wykonać szkic sytuacyjny zdarzenia, zrobić zdjęcia pojazdów bezpośrednio po stłuczce oraz ich dokładnych uszkodzeń.
Niestety często zdarza się w naszej praktyce, że oświadczenia sporządzane samodzielnie przez uczestników zdarzenia są kwestionowane przez ubezpieczycieli. Często oświadczenia są niepełne, zawierają błędy, albo dopiero po jakimś czasie uczestnicy zauważają, że w pośpiechu, nerwach po zdarzeniu źle wykonali szkic, spisali niepełne dane. Wtedy jest problem: ubezpieczyciel kwestionuje zaistnienie szkody w podanych okolicznościach, sprawca zdarzenia odmawia współpracy i nie chce skorygować oświadczenia, czy podać rzeczywistej wersji jego przebiegu…. Ubezpieczyciel sprawcy nie przejmuje na siebie odpowiedzialności za zaistniałą szkodę, nie wypłaca odszkodowania, a my zostajemy z uszkodzonym autem.
Jeśli więc mamy jakiekolwiek wątpliwości co do przebiegu zdarzenia drogowego i określenia sprawcy oraz poszkodowanego – wezwijmy Policję! Lepiej poczekać na przybycie policjantów niż narazić się na brak odszkodowania i wielomiesięczną korespondencję z ubezpieczycielem. Policja jest biegła w przepisach, określi sprawcę zdarzenia i sporządzi na ten temat notatkę służbową, o której kopię możemy zwrócić się do jednostki policji. Notatka taka jest dokumentem, którego treści ubezpieczyciele nie zakwestionują.
Autor: Firmitas.pl
Źródło: http://www.rp.pl/artykul/406882,406746.html (16.12.2009r.)

